„Ważniejsze od tego kto jest dyrektorem opery jest to, kto uczy dzieci muzyki w przedszkolu” – Zoltan Kodaly

Dlaczego muzyka jest ważna? Czy jesteśmy muzykalni? Czym była muzyka dla naszych przodków? Jak uczymy muzyki dziś? Jak wpływa na nasz mózg? Dlaczego warto dać się porwać muzyce?

Na te pytania od lat próbują odpowiedzieć naukowcy. Ponieważ muzyka jest nie tylko moją pasją, ale stała się także motorem moich działań zawodowych, z przyjemnością zebrałam refleksje i odpowiedzi na te pytania.

Na przyjęciach urodzinowych coraz trudniej znaleźć tego, kto zacznie śpiewać „Sto lat”, a w okresie świątecznym w wielu rodzinach nie śpiewa się już kolęd. Na pytanie o muzykę wielu z nas odpowiada: „Tak, lubię”, ale niewielu swobodnie gra na instrumentach czy śpiewa w zespołach wokalnych. Wiążą nas konwenanse, brak umiejętności i wewnętrzne blokady.

A przecież wszyscy rodzimy się muzykalni! Niektórzy naukowcy twierdzą wręcz, że noworodki mają słuch absolutny. Już w 32. tygodniu ciąży dzieci słyszą muzykę, a niemowlęta żywo na nią reagują. Kilkulatki uwielbiają wystukiwać rytmy (choćby drewnianą łyżką na garnkach), a przedszkolaki bez skrępowania śpiewają. Niestety w procesie edukacji szkolnej zatracamy spontaniczność i  pewność siebie w muzykowaniu. Tworzenie muzyki przestaje być radością, a staje się czasem przykrym obowiązkiem. A przecież muzykowanie może być radością w czystej postaci!

Muzyka towarzyszy nam od wieków. W wykopaliskach sprzed tysięcy lat, obok narzędzi jaskiniowców, archeolodzy znajdują flety. Jeszcze dziś, w prymitywnych afrykańskich plemionach, mamy noszące dzieci w chustach śpiewają, kiedy tylko muszą chusty rozwiązać. Wiedzą dobrze, że tylko śpiewanie jest w stanie zapewnić spokój i poczucie bezpieczeństwa ich przyzwyczajonym do bliskości dzieciom. W starożytnej Grecji muzyka była jednym z pięciu podstawowych filarów nauczania. Nikt, kto nie umiał deklamować, śpiewać i grać na harfie, flecie lub lirze, nie mógł liczyć na szacunek. Tylko Ci z dobrym poczuciem rytmu i melodii dawali swojemu polis szansę na kontynuację tradycji. Tylko oni mogli być mężami stanu.

A jak wygląda edukacja muzyczna dziś? Zależy to oczywiście od kręgu kulturowego, gdyż rodzimy się i dorastamy z określoną „gramatyką” muzyki. Azjaci, ze swoimi tonalnymi językami, mają trochę większą szansę na słuch absolutny, ale i w naszej części świata nie brakuje fenomenalnych muzyków. Niestety, kształcąc wspaniałych wirtuozów zapominamy o dotarciu do większości dzieci, które z powodzeniem mogłyby dorastać muzykując. Ktoś podzielił świat na regiony, które w centrum stawiają albo instrument albo muzykę. Nasze konserwatywne szkoły muzyczne niestety należą do tej pierwszej grupy. Kształcą wybraną, najzdolniejszą grupę dzieci, które są „dobierane pod instrument”. Natomiast nowoczesne metody nauczania zapraszają nawet nie tyle do włączenia się w muzykę, ale stawiają samo dziecko w centrum. Ono także może mieć coś do powiedzenia na temat muzyki, która mu się podoba czy instrumentu, którego brzmienie lubi. Takie nowoczesne metody nauczania muzyki, jak metoda Colourstrings, sprawiają, że nauka gry na instrumencie to dobre rezultaty oraz dobra zabawa.

Szczególnie ważne jest muzykowanie w grupie. Od zarania dziejów muzyka była fenomenem wspólnotowym, a granie w zespole czy śpiewanie w chórze uczy wielu funkcji społecznych. Każdy ma swoją rolę, każdy jest ważny, ale wszyscy musimy się słuchać i szanować. Na szczęście i do naszego kraju trafiają nowocześnie wykształceni nauczyciele, którzy z pasją pracują z dziećmi – nie tylko z tymi najzdolniejszymi. Podobno 5% z nas ma wybitne zdolności muzyczne, 5% może mieć problem ze słyszeniem, ale aż 90% ludzi jest w stanie nauczyć się gry na instrumencie czerpiąc z tego przyjemność i dając ją innym.

Na naszych oczach dzieje się jeszcze jedna rewolucja w świecie muzyki. Nareszcie zakopujemy topór wojenny pomiędzy klasykami, a przedstawicielami nurtu muzyki rozrywkowej (obejmującej m.in. pop, rock, ale i jazz oraz blues). Możemy śmiało korzystać z osiągnięć obu tych sfer i rekompensować ich słabsze strony sięgając do drugiego nurtu. Klasycznie kształceni muzycy fantastycznie czytają nuty i doskonale znają teorię oraz historię muzyki, natomiast ich „rozrywkowi” koledzy doskonale poruszają się w sferze akompaniamentu, improwizacji oraz elektroniki. Dzieci dorastające z muzyką powinny mieć szansę poznania obu tych światów. Tak, znajomość klasyki i dobra technika to podstawa, ale jednocześnie, jak wielką frajdę może sprawiać nam akompaniowanie do piosenek lub komponowanie własnych utworów! Tego też można się nauczyć, choć niestety niewielu polskich nauczycieli muzyki potrafi to przekazać. Dzieciaki żyją dziś w świecie elektroniki – dlaczego nie pokazać im jak korzystać z niej w ciekawy muzycznie sposób? Pod nosem mamy dziś na tabletach wspaniałe aplikacje do aranżowania i komponowania. Wystarczy je tylko dzieciom wskazać, a mamy szansę, że obok strzelania i budowania z wirtualnych klocków zaczną na dla zabawy … komponować!

Wiemy już, że dziś można muzyki uczyć „fajnie”, ale właściwie dlaczego ktoś miałby wybrać właśnie muzykę? Badania pracy mózgu wykazały, że przy różnych aktywnościach człowieka, aktywizują się różne obszary jego mózgu. Przy robieniu zadań matematycznych pracuje część naszej lewej półkuli, przy czytaniu – prawa, natomiast w czasie słuchania muzyki aktywne są neurony w obu naszych półkulach. Ale szokujące dla naukowców było dopiero to, co zobaczyli na ekranie skanując mózg osoby grającej na instrumencie. W naszym mózgu mamy wtedy „fajerwerki”. Aktywne są obie półkule w całości oraz ciało modzelowate – most między nimi, który wskazuje na rewelacyjną współpracę obu półkul w czasie gry. Trudno się dziwić, przecież grając na większości instrumentów, nasza motoryka jest inna w prawej, inna w lewej ręce. Dodatkowo w czasie gry łączymy tak analityczne zadania jak odwzorowanie zapisu nutowego na klawiaturze czy liczenie wartości rytmicznych, z tak kreatywnymi jak oddawanie emocji przez grę czy interpretacja dzieła. Człowiek nie zna innej aktywności, która w tak wysokim stopniu angażowałaby nasz cały mózg do pracy. Nie ma dla naszego mózgu lepszego ćwiczenia niż gra na instrumencie.

Dlaczego ta współpraca półkul jest tak istotna? Otóż to właśnie ona odpowiada za naszą kreatywność. A kreatywność to najbardziej deficytowy „towar” w naszym skostniałym systemie edukacji. Dzieci rodzą się z ogromnymi talentami, niestandardowym myśleniem i brakiem lęku przed popełnieniem błędu. Szkoła najczęściej stygmatyzuje popełnianie błędów i pozbawia kreatywności. Zajęcia wzbudzające ją, takie jak muzyka czy sztuka, spychane są na ostatnie miejsca, a często prowadzone przez nieodpowiednie osoby.

Za portalem indywidualni.pl możemy przyjąć, że ponad połowa obecnych przedszkolaków będzie pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją. Dlatego systemy edukacyjne wielu krajów będą musiały przejść radykalną zmianę. Trzeba się skupić na takich wartościach jak intuicja, kreatywność, empatia. Naszym dzieciom możemy dać tę szansę już teraz, włączając w ich życie muzykę. Słuchajmy jej razem, chodźmy na dobre koncerty, śpiewajmy w samochodzie stojąc w korku i uczmy się gry na instrumentach. W każdym wieku. Niech muzyka będzie naszą radosną, wspólną aktywnością. Jej wpływ na nas będzie wielowymiarowy, bo jak powiedział Platon „Muzyka i rytm znajdują drogę do najbardziej tajemnych miejsc duszy”.

O autorze - Olga Trzebińska

Barwy Muzyki to jedyna szkoła w Polsce, która prowadzi zajęcia metodą Colourstrings.

Absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Uniwersytetu Harvarda (USA).

Swoją karierę rozpoczynała w bankowości inwestycyjnej oraz zarządzaniu strategią marketingową w amerykańskiej firmie New Balance.

Prywatnie, Olga jest szczęśliwą mamą dwójki dzieci.

W ciągu ostatnich 15 lat mieszkała w 7 krajach świata, ale to w Polsce widzi swoją przyszłość.

Kocha muzykę, łyżwiarstwo, góry i ludzi.