Z korporacji do własnej firmy. Czy warto?

Agata Jakóbczak: Porzuciła Pani pracę w korporacji i postanowiła pójść „na swoje”. Było to 11 lat temu. Czy to był długo obmyślany plan, czy nagła decyzja?

Monika Knap: Założenie firmy i rozpoczęcie działalności biznesowej jest często dziełem przypadku, rezultatem korzystnego zbiegu okoliczności, który daje przedsiębiorcy impuls do działania. W moim przypadku był to jednak dłuższy, przemyślany proces, choć pod drodze nie obyło się bez niespodzianek.

Wydaje mi się, że duch przedsiębiorczości towarzyszył mi od zawsze. Z jednej strony dążyłam do uzyskania niezależności finansowej oraz swobody w organizacji życia, z drugiej poszukiwałam przestrzeni, w której mogłabym się realizować.

Jak się zaczęła Pani zawodowa droga?

Monika Knap: Już jako studentka podejmowałam szereg inicjatyw; uczyłam języka angielskiego w szkole podstawowej, pomagałam przy organizacji „eventów” korporacyjnych, a nawet pracowałam na recepcji w pewnym, nadmorskim hotelu.

Kończąc studia stwierdziłam jednak, że jest to dla mnie zbyt wczesny moment na założenie własnej firmy, że nie mam potrzebnych kompetencji, brakuje mi obycia i niezbędnego doświadczenia. Aby je zdobyć, podjęłam pierwszą, poważną pracę na pełny etat, w jednym z pierwszych, międzynarodowych banków w Polsce – Raiffeisen Centrobank, w Departamencie Obsługi Klientów Korporacyjnych.

Był to wspaniały czas zyskiwania doświadczeń z zakresu sprzedaży, budowania i podtrzymywania relacji biznesowych oraz współpracy z kadrą zarządczą dużych firm. Miałam możliwość zapoznania się m.in. z regulacjami prawnymi i finansowymi działalności spółek handlowych, strategiami zarządczymi, metodami budowania przewagi konkurencyjnej, etc.

Ponadto mogłam obserwować pracę wybitnych menedżerów i biznesmenów, takich jak choćby ówczesny Prezes Banku, Joseph Wancer, który do tej pory stanowi dla mnie autorytet w sferze zarządzania i budowania relacji biznesowych.

Praca ta pozwoliła mi również nawiązać pierwsze, ważne kontakty biznesowe, do których powróciłam prowadząc własną firmę.

Co skłoniło Panią do podjęcia decyzji o założeniu własnej firmy?

Monika Knap: Były to koniec lat dziewięćdziesiątych i początek nowego milenium, a więc czas, w którym pojawiało się wiele nowych możliwości dla ludzi z pomysłami i inicjatywą. Ja również zastanawiałam się nad kierunkiem mojego dalszego działania, bo czułam, że praca w korporacji nie przynosi mi już satysfakcji i zaczyna mocno mnie ograniczać.

Wtedy miało miejsce ważne dla mnie wydarzenie.

Kończyłam akurat studia na kierunku Zarządzanie Potencjałem Społecznym na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Na jednym z wykładów mieliśmy zajęcia z konsultantką z firmy rekrutacyjnej. Opowiadała o swojej pracy, a także o konkretnych projektach rekrutacyjnych, które zrealizowała. Pamiętam, że wyszłam z tego wykładu z myślą, że praca ta musi być fascynująca i, że jest to zajęcie właśnie dla mnie. Wtedy postanowiłam, że chcę być konsultantem HR i w perspektywie założyć własną firmę doradczą.

Za jakiś czas, zaopatrzona w potrzebne doświadczenia, pełna entuzjazmu oraz chęci działania założyłam własną działalność gospodarczą, w zakresie rekrutacji i doradztwa HR, po czym wspólnie z moim mężem, który też powoli kończył swoją korporacyjną przygodę, powołaliśmy spółkę z o.o. – nazwaną od naszego nazwiska KNAP Consultants.

Czego najbardziej się Pani obawiała, podejmując decyzję o odejściu z korporacji?

Monika Knap: Oczywiście, nie obyło się bez rozterek i wątpliwości; „jak poradzimy sobie finansowo, zwłaszcza w pierwszym okresie działalności?”, „czy jako mała rodzinna firma zyskamy zaufanie klientów”?, „skąd pozyskamy fundusze na niezbędne inwestycje?” Takie pytania zadaje sobie każdy, podejmując nowe przedsięwzięcie. Ryzyko istnieje zawsze. W tamtym okresie nie miałam jeszcze dzieci ani poważniejszych zobowiązań finansowych, więc ryzykować było mi łatwiej, niż gdybym wszystko miała zacząć teraz. Na całe szczęście mogłam liczyć na pomoc kilku, bliskich mi osób, w tym przede wszystkim mojego męża, który do dziś jest dla mnie największym wsparciem oraz entuzjastą (choć czasem i krytykiem) moich pomysłów.

Ile czasu trwały przygotowania i proces zakładania własnej firmy?

Monika Knap: Przygotowania trwały dłużej, niż pierwotnie zakładałam. Same procedury rejestracji działalności gospodarczej a potem założenie spółki nie były aż tak czasochłonne i skomplikowane. Podpisanie aktu notarialnego spółki, uzyskanie wpisów rejestrowych w sądzie gospodarczym, złożenie dokumentów w urzędzie statystycznym i skarbowym oraz zakładanie rachunków bankowych – te procedury trwają dziś dość krótko. To, co ewidentnie wydłuża proces przygotowań do podjęcia działalności, to prace koncepcyjne (targeting, strategia komunikacji, networking, tworzenie list referencyjnych, itp.) i przygotowanie niezbędnych dokumentów (wzory umów, procedury działania). Nam zajęło to prawie rok.

Co uważa Pani za największe atuty pracy we własnej firmie?

Monika Knap: Prowadząc własną firmę ma się poczucie niezależności czasowej i organizacyjnej – nie masz szefa, nikt nad tobą nie stoi. To od ciebie zależy „kiedy”, „z kim”, „jak”, „gdzie” i „za ile”. Każdy twój ruch może przynieść pozytywne lub negatywne konsekwencje finansowe i PR-owe dla ciebie samej, twojej firmy i pracowników. Wszystko zależy od twoich umiejętności, determinacji, konsekwencji a co najważniejsze, samodyscypliny. Dla części osób nie jest to szczególnie komfortowa sytuacja, jednak poczucie spełnienia, sukcesu (również finansowego), swobody podejmowania decyzji oraz niezależności działania, dają potężny zastrzyk motywacji i rekompensują wszelkie niedostatki.

Czy nie żałowała Pani utraty poczucia bezpieczeństwa, jakie dawała praca w korporacji?

Monika Knap: Nigdy nie traktowałam pracy „na etacie” jako bardziej bezpiecznej, a liczne restrukturyzacje w wielu sektorów polskiej gospodarki tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. „Ciepła posadka” do emerytury to dziś mrzonka, dająca złudne i dość krótkotrwałe poczucie komfortu. W dodatku, dla ludzi odważnych, ambitnych, żądnych sukcesu jest to mrzonka bardzo mało satysfakcjonująca. W dzisiejszym świecie poczucie bezpieczeństwa to generalnie „towar” bardzo deficytowy. Zmiany na rynku są tak dynamiczne i trudne do przewidzenia, że, jak niektórzy twierdzą, jedyną stałą rzeczą jest nieustający proces zmian. Niezależnie więc od tego, czy podejmuje się pracę na własny rachunek czy w korporacji sytuacja wymaga od nas ciągłych adaptacji – dostosowywania się do nowych warunków i tworzenia, w tych nowych warunkach, konkretnych wartości dodanych.

Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że dziś czuję się znacznie bezpieczniej niż wtedy, kiedy pracowałam w korporacji. Kiedy jednak zaczynasz pracę na własny rachunek i przestaje wspierać Cię potencjał organizacyjny i szyld korporacji, pojawia się uczucie niepewności. Musisz sama, jak najszybciej, wyrobić sobie swoją markę i zdobyć zaufanie klientów aby zrekompensować ten deficyt. Jeśli nie wierzysz w swoje przedsięwzięcie i nie masz motywacji do działania, szybko się poddasz i stracisz grunt pod nogami.

Jakie doświadczenia, nabyte w korporacji, okazały się najbardziej przydatne w Pani własnej działalności?

Monika Knap: Takich pozytywnych doświadczeń korporacyjnych było bardzo wiele, zwłaszcza w dziedzinie organizacji pracy, prawa, finansów, komunikacji etc. Jedyna rzecz, której musiałam się dodatkowo nauczyć, to pewna wielowątkowość działania, szerszy, bardziej strategiczny sposób patrzenia i myślenia o biznesie. W dużej firmie, oczywiście, duża część działań leżała poza zakresem moich obowiązków.

Co poradziłaby Pani osobom, które zastanawiają się nad otworzeniem własnej firmy?

Monika Knap: Wszystkim osobom, które zastanawiają się nad założeniem własnej firmy, doradziłabym przede wszystkim konsekwentne działanie. To ono, prócz dobrego pomysłu, jest kluczem do sukcesu. Jeśli przyszły biznesmen lub bizneswoman wie jaki jest jego/jej biznesowy cel i jak go osiągnąć, powinien zacząć działać, wykazując się determinacją i żelaznym uporem. Malcolm Gladwell w swojej książce „The Story of Success” stawia tezę, że najważniejszym elementem w drodze do sukcesu jest właśnie konsekwencja. Mamy szansę zrealizować plan pod warunkiem, że będziemy pracować nad naszym projektem przez min. 10tys. godzin (po odliczeniu świąt urlopów daje to 2-3 lata). 70% nowych pomysłów biznesowych upadnie przed upływem tego terminu, ze względu na brak determinacji po stronie jego twórców.

Co do wyboru samego celu oraz drogi do jego realizacji, to najważniejsze, aby dokonywać wyborów i podejmować decyzje w zgodzie ze sobą, z własnymi potrzebami, preferencjami i przekonaniami. Tylko wtedy praca nie stanie się dla nas ciężarem i przykrym obowiązkiem. Po prostu trzeba lubić to, co się robi i robić to z pełnym zaangażowaniem. To recepta na sukces dla mnie samej.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia

Rozmawiała Agata Jakóbczak

Obejrzyj film z konferencji „POZYCJA KOBIETY W BIZNESIE – siła motywacji i kształtowanie postaw”