Z Jarosławem Kulczyckim, dziennikarzem informacyjnym, który przez wiele lat prowadził główne wydania Wiadomości TVP i Panoramy, lingwistą i trenerem medialnym rozmawia Agata Jakóbczak.

Agata Jakóbczak: – Na  szkoleniach z wystąpień publicznych trenerzy uczą, że komunikacja niewerbalna jest najistotniejsza, w zasadzie ważniejsza od werbalnej. Dowodem na to ma być słynna już „reguła Mehrabiana”. Czy naprawdę zaledwie 7% informacji odbieramy ze słów, a aż 55%- z mowy ciała?

Jarosław Kulczycki: – Jest wiedza naukowa i wiedza popularna. Ta druga często operuje błędnymi interpretacjami i uogólnieniami. Według wielu interpretatorów Mehrabiana – 55 procent przekazu to mowa ciała, a modulacja głosu to 38 procent. Gdyby tak było, to więcej niż 90 procent treści miałoby charakter pozawerbalny. Wow! To znaczy, że wystarczy wprawnie machać rękami odpowiednio modulować nieartykułowane dźwięki, by dogadać się z każdym na świecie. Wiemy wszyscy, że tak to nie działa. Uczymy się komunikacji werbalnej w obcych językach dlatego, że to słowa niosą treść. Bez słów rozumieją się tylko zakochani. Czy Mehrabian zatem nas oszukał? Nie. To tylko dekady nadinterpretacji zrobiły swoje. Ten amerykański psycholog badał komunikowanie emocji. I rzeczywiście, w przekazywaniu naszych uczuć mowa ciała jest kluczowa i potrafi skutecznie przesłonić przekaz werbalny. Mowa ciała i ton głosu mogą nam skutecznie zakłócić komunikat, jeżeli nie będą z nim spójne. Umiejętne korzystanie ze wszystkich trzech dostępnych nam – ludziom, kanałów komunikacji daje możliwość wzmacniania przekazu. Można też, odpowiednio manipulując przekazem emocjonalnym, wpływać na odbiór treści werbalnych.

A.J. – Na przykład?

J.K: – Na przykład można przy pomocy odpowiednich gestów i operowania głosem wpływać na odbiór treści. Premier może zakomunikować porażkę rządu drżącym głosem, z głową wciśniętą w ramiona, używając wciąż tych samych trzech powtarzających się, sztucznych, wyuczonych gestów. Może też komunikować złe wiadomości w inny sposób, sprawnie korzystając z arsenału swoich własnych, wcześniej zidentyfikowanych gestów, świadomie używając głosu. Wtedy porażkę można przekuć w sukces.

A.J. – Zidentyfikowane gesty? Co to oznacza?

J.K. – W procesie szkolenia stosujemy tzw. Norming. Czyli definiujemy osobistą normę komunikacyjną dla danej osoby, jej naturalny, zależny od kontekstu arsenał gestów i sposób operowania głosem. Identyfikujemy język ciała, bo u każdego jest on trochę inny, a następnie uczymy świadomie go wykorzystywać. To samo dotyczy operowania głosem. Głos jest zresztą niedoceniany. A ileż daje nam środków wyrazu! Ton, natężenie, tempo, pauzy! Na końcu pracujemy nad kwestiami językowymi. Uczymy jak budować komunikat, by ułatwić odbiorcom jego rozumienie.

A.J. – Jakie są zatem najważniejsze zasady konstrukcji wypowiedzi, żeby odbiorca usłyszał to, co chcemy powiedzieć?

J.K. – Tu przechodzimy do poziomu językowego. Należy mówić krótko. Minimum słów, maksimum treści. Mówić językiem mówionym. Banał? Szczególnie w Polsce mówcy mają dziwne przekonanie, że im dłuższe budują zdania, im bardziej skomplikowane konstrukcje zbudują ze zdań podrzędnie złożonych i wtrąconych, tym mądrzejsi się wydadzą. Najlepiej sprawdzają się krótkie, proste zdania. Mówić prosto o skomplikowanych sprawach – to wielka sztuka. A jeśli jeszcze potrafimy sprawić, żeby nasze gesty wzmacniały komunikat, a nie zaburzały go, to osiągniemy sukces jako mówcy.

A.J. – Które z osób publicznych mógłby Pan wymienić jako przykład spójności przekazu werbalnego i mowy ciała?

J.K. – Z racji wykonywanego zawodu najpilniej przyglądam się politykom. Z całą pewnością najlepiej komunikacyjnie wypadał premier Donald Tusk. Dobra, powściągliwa, ale znacząca i dostosowana do kontekstu i przekazywanych treści mowa ciała. Dobre operowanie głosem, mimo nie najlepszych warunków wrodzonych i ewidentnej wady wymowy. Umiejętność różnicowania formy w zależności od treści, czyli adekwatność i właśnie spójność przekazu. Z tego samego politycznego kręgu ciekawym przykładem jest Bronisław Komorowski. Jako prezydent popełniał wiele błędów. Monotonna mowa ciała, monotonny, paternalistyczny sposób mówienia, niestaranna artykulacja. Teraz, kiedy zdjęto z niego ciężar urzędu, nastąpiła cudowna odmiana. Jako były prezydent Komorowski potrafi mówić ciekawie i ze swadą. Z innego politycznego bieguna – premier Beata Szydło blado i sztucznie wypada w nagrywanych orędziach, lepiej podczas konferencji prasowych, a najlepiej podczas wystąpień publicznych dla swoich wyborców. Gdyby i u Komorowskiego u Szydło zastosować Norming i nauczyć oboje polityków świadomie korzystać z arsenału własnych naturalnych gestów to… mielibyśmy być może zupełnie inny krajobraz polityczny w Polsce. A wzorce światowe? Amerykanie są świetni. Dobry był Bush, dobry jest Obama. Każdy w swojej kategorii.

A.J. – Jakie są najpoważniejsze błędy, które popełniają mówcy podczas wystąpień publicznych?

J.K. – Myślą głównie o tym ”jak”, a nie „co”. Prowadząc programy na żywo nauczyłem się, że „jak” ważne jest kiedy ćwiczę, kiedy staję przed ludźmi najważniejsze jest to, co mam im do powiedzenia. Muszę sam być o tym przekonany i muszę o tym przekonać widzów.

A.J. – Czy przy dzisiejszej skrótowości informacji w mediach jest jakiś kanon wypowiadania się, który powinniśmy stosować?

J.K. – Kluczem jest pobudzenie ciekawości widza lub słuchacza. Do tego służy cały arsenał środków.

A.J. – Jakich?

J.K. – A o tym to już na szkoleniach.

A.J. – W takim razie porozmawiajmy o tremie. Przez wiele lat prowadził Pan główne wydania Wiadomości i Panoramy. Czy ma Pan tremę?

J.K. – Jak nie ma tremy, to są wpadki. Trema jest dobra. Stres mobilizuje. Adrenalina to cudowny narkotyk. A jak to z używkami bywa, w nadmiarze adrenalina jest zgubna. Trema nie może paraliżować. Są sposoby opanowania tremy. Ale ważniejsze jest przesunięcie osobistych granic. Wyjść przed grupę i przemówić mocnym głosem. Każdy to może zrobić. Wystarczy się nauczyć.

A.J. – Jakie cechy powinien mieć rozmówca, którego chciałby Pan zaprosić do swojego programu?

J.K. – Powinien krótko, wyczerpująco i prosto mówić o skomplikowanych sprawach. Jeżeli to będzie potrafił, ludzie będą chcieli oglądać i słuchać. Jeśli mój gość zaciekawi mnie, zaciekawi i widzów.

Z Jarosławem Kulczyckim rozmawiała Agata Jakóbczak

O autorze - Agata Jakóbczak

Ekspertka ds. wystąpień publicznych i medialnych.  Agentka znanych dziennikarzy  – współwłaścicielka Agencji Artystycznej Face (www.agencjaface.com).

Ma dwudziestoletnie doświadczenie w mediach i reklamie, połączone z doświadczeniem dziennikarskim. Wieloletnie doświadczenie w kreowaniu wizerunków Gwiazd zaowocowało wiedzą i doświadczeniem w dziedzinie wystąpień publicznych i medialnych.

Prowadzi Akademię Face, organizując szkolenia medialne, prowadzone przez znanych dziennikarzy. Odpowiada za organizacyjną i merytoryczną stronę szkoleń. Prowadzi wykłady i szkolenia z wystąpień publicznych dla firm i organizacji. Ekspertka ds. wystąpień publicznych Fundacji Business Boutique.

Pasjonuje się podróżami i nauką języków obcych. „Aby móc się porozumieć wszędzie. Ze wszystkimi”.